
Cztery tysiące jedwabnych kimon w jednej kolekcji brzmi jak inwentarz muzeum, a nie zbiór jednej osoby. Japoński przedsiębiorca ma ich 4147 i wszystkie uszyto z jednej tkaniny: to meisen, w którym sto lat temu chodziło się w Japonii do pracy i do szkoły. Rekordzista nosi kimono również dziś, na co dzień, do własnej firmy. Poznaj rekordzistów w kategorii „Największa kolekcja kimono”.
Aktualny rekord Guinnessa
Hironori Kajikawa, 2018
22 lutego 2018 roku w Kōriyamie w prefekturze Fukushima zweryfikowano kolekcję, którą zebrał Hironori Kajikawa: 4147 kimon. Ustanowił tym samym rekord Guinnessa w kategorii „Największa kolekcja kimono”.

Cały zbiór jest jednorodny, co odróżnia go od kolekcji poprzedniej rekordzistki. Kajikawa gromadzi wyłącznie meisen: jedwabne tkaniny o wyrazistych, rozmytych na brzegach wzorach, które symbolizowały nowoczesność Japonii od lat dziesiątych do trzydziestych XX wieku. To nie są stroje ceremonialne, tylko ubrania, w których chodziło się do pracy i do szkoły.
Rekordzista jest przedsiębiorcą. Założył i prowadzi holding Crazy For You, a kolekcję zbudował przy fundacji Bequeath, której przewodzi i której zadaniem jest przekazanie meisen następnym pokoleniom oraz pokazywanie tej tkaniny za granicą. Do pracy przychodzi w kimonie. Zadeklarował to kiedyś na firmowym spotkaniu, a od listopada 2019 roku prowadzi blog zatytułowany „Prezes, który pracuje w kimonie”.
Nie chcemy tylko chronić kultury. Chcemy ją odtwarzać jako opowieść, która brzmi w dzisiejszym życiu i w dzisiejszym społeczeństwie. To, co ktoś po cichu pielęgnował na co dzień, chcemy starannie przekazać następnemu pokoleniu – mówi Hironori Kajikawa.
Certyfikat wręczono publicznie 14 kwietnia 2018 roku w księgarni Ginza Tsutaya w Tokio. Tego samego dnia otwarto tam wystawę „Meisen JAPAN @ Ginza”: kimona ze zbioru zawisły w atrium nad regałami z książkami i stanęły na białych stelażach między działami księgarni. Sam rekordzista pisze na blogu, że trafił z tym wynikiem do wydania Guinness World Records 2019.
Poprzednie rekordy Guinnessa
Fukiko Higuchi, 2015

9 lutego 2015 roku rekord przyznano Fukiko Higuchi, mieszkance Ibigawy w prefekturze Gifu w środkowej części wyspy Honsiu. Jej kolekcja liczyła 3045 kimon, a zebranie jej zajęło 13 lat.

Pasja zaczęła się od teatru. Po obejrzeniu przedstawienia tradycyjnego japońskiego tańca nihon buyō Higuchi kupiła sobie taki sam strój, a potem następny. Na kolejne kimona szła coraz większa część jej oszczędności, od sztuk zwyczajnych po bardzo cenne. W zbiorze są stroje z okresu Edo, czyli z czasów szogunów z rodu Tokugawa, i z okresu Shōwa.

W listopadzie 2013 roku kolekcja o mało nie przestała istnieć. Higuchi uznała, że ponad trzy tysiące strojów zagraca jej garderobę o powierzchni 22 mat tatami, czyli mniej więcej 36 m², i postanowiła się ich pozbyć. Od tego zamiaru odwiodła ją wnuczka. Zamiast wyrzucać, kolekcjonerka z pomocą znajomych skatalogowała zbiór chronologicznie, według materiału i sposobu barwienia, a potem wysłała zgłoszenie do Księgi Rekordów Guinnessa.

Kiedy stroje nie są w podróży, leżą w pomieszczeniu z klimatyzacją i kamerą przemysłową, żeby tkaniny nie straciły na jakości. Higuchi pokazuje je na wystawach: jesienią 2018 roku Muzeum Prefektury Gifu wystawiło około stu strojów z jej zbioru na ekspozycji poświęconej rekordowi. Jej rekord bronił się nieco ponad trzy lata.
Kimono, czyli rzecz do noszenia
Nazwa stroju znaczy dosłownie „rzecz do noszenia”. Kimono szyje się tradycyjnie z jednej beli materiału, najczęściej z jedwabiu, lnu lub bawełny, a krój jest tak prosty, że z beli nie zostają ścinki. Strój w tej formie rozpowszechnił się w okresie Heian, w czasach, gdy stolicą Japonii było dzisiejsze Kioto. Współcześnie Japończycy zakładają kimono na szczególne okazje: ślub, powitanie Nowego Roku albo ceremonię picia herbaty.
Meisen ma w tej historii osobne miejsce. Tkano je w splocie płóciennym, a wzór powstawał dzięki celowemu przesunięciu nitek osnowy względem wątku, przez co kontury wychodzą rozmyte, jakby kolor rozlał się na tkaninie. Najpierw nosiły je tkaczki z gospodarstw hodujących jedwabniki, później moda na meisen weszła do szkół dla dziewcząt. Produkowały je ośrodki w Ashikadze, Kiryū, Isesaki, Chichibu i Hachiōji. Z codziennych szaf wyparła je odzież zachodnia i właśnie dlatego zbiory takie jak ten z Kōriyamy trafiają dziś do muzeów i księgarni, a nie na wieszaki.
To jednak nie jedyny rekord Guinnessa, który mieści się w szafie. Największa kolekcja skarpetek – rekord Guinnessa















