
Ta próba to doskonały przykład, jak pasja i determinacja mogą przełożyć się na sukces w dyscyplinie, która wymaga precyzji, skupienia i niezłomnej motywacji przez całą dobę. Poznaj rekordzistę Guinnessa w kategorii „Najwyższy wynik w łucznictwie w ciągu 24 godzin w warunkach terenowych World Archery (indywidualnie)”.
Aktualny rekord Guinnessa
Dawid Malicki, 2024
Strzała po strzale, przez pełne 24 godziny – tak wyglądała droga Dawida Malickiego do rekordu Guinnessa w kategorii „Najwyższy wynik w łucznictwie w ciągu 24 godzin w warunkach terenowych World Archery (indywidualnie)”, zakończona uzyskaniem imponujących 18 712 punktów. To osiągnięcie to nie tylko niezwykły wyczyn sportowy, ale także pokaz ogromnej determinacji, koncentracji i odporności psychicznej.

Pomysł podjęcia się 24‑godzinnej próby kiełkował w głowie Dawida już od dłuższego czasu. Jednym z głównych powodów było pragnienie sprawdzenia własnych granic, zweryfikowania możliwości organizmu oraz udowodnienia, że dzięki wytrwałości można sięgnąć po cele, które na pierwszy rzut oka wydają się niemal nierealne. Dawid podkreśla, że traktował ten rekord jako osobiste wyzwanie i test charakteru – coś, co ma pokazać, że ograniczenia często istnieją głównie w naszych głowach.
Przygotowania do tak ekstremalnego wysiłku nie mogły być przypadkowe. Dawid oparł swój plan treningowy na trzech filarach: technice, wytrzymałości i sile. Kluczową rolę odegrały regularne treningi w ramach grupy szkolenia olimpijskiego, gdzie pracował pod okiem trenera kadry i szlifował każdy element strzału – od ustawienia ciała po pracę dłoni na cięciwie. Jednocześnie dbał o ogólną kondycję fizyczną, bo 24 godziny strzelania w terenie to obciążenie porównywalne z długotrwałym, intensywnym wysiłkiem wytrzymałościowym.
Aby utrzymać koncentrację, przyjął prostą, ale wymagającą zasadę: nie myśleć o czasie, tylko o najbliższej strzale. Każdy naciąg był osobnym zadaniem – świadomym, dokładnie zaplanowanym ruchem, a nie automatyczną czynnością powtarzaną z rozpędu. Takie podejście pozwoliło mu mentalnie „podzielić” 24 godziny na tysiące małych kroków, zamiast przytłaczać się wizją całego dystansu.
Podczas próby nie brakowało kryzysów. Zmęczenie narastało z każdą godziną, pojawił się ból mięśni oraz ból po pęknięciu pierwszego odcisku na palcu, który przy każdym kolejnym strzale dawał o sobie znać. Jednym z największych przeciwników okazała się jednak pogoda – bardzo wysokie temperatury dodatkowo obciążały organizm, przyspieszały odwodnienie i potęgowały uczucie wyczerpania.
Dawid był jednak świetnie przygotowany żywieniowo: miał dokładnie zaplanowane posiłki, napoje i suplementację, wszystko pod ręką, tak aby nie tracić czasu i nie dopuścić do energetycznych „zjazdów”. Precyzyjnie rozplanował też krótkie przerwy na regenerację i podstawowe potrzeby fizjologiczne, tak by ani przez moment nie stracić kontroli nad próbą.
Choć rekord jest indywidualny, Dawid mocno podkreśla, że nie był w tym sam. Ogromnym wsparciem była dla niego rodzina, która towarzyszyła mu emocjonalnie przez całą próbę. Na torach pojawili się również przedstawiciele jego macierzystego klubu UKS Talent Wrocław oraz zawodniczki LKS Polonia Miłoszyce – klubu, którego jest współzałożycielem i trenerem. Ich obecność, szczególnie w godzinach nocnych, gdy zmęczenie i skutki upału dawały się najbardziej we znaki, dodawała mu siły i przypominała o wyznawanej na co dzień zasadzie: nie poddawać się mimo trudności.
Dla Dawida ten rekord to coś więcej niż liczba w tabeli. Chciał, aby stał się on impulsem do popularyzacji łucznictwa w Polsce – dyscypliny wymagającej zarówno fizycznie, jak i mentalnie. Zwraca uwagę, że w świecie pełnym rozpraszaczy młodym ludziom coraz trudniej jest utrzymywać długotrwałe skupienie, a łucznictwo świetnie wzmacnia układ nerwowy, uczy kontroli ciała oraz pracy mięśni głębokich tułowia i pleców.
Jego zdaniem osiągnięty wynik najlepiej pokazuje, jak kluczowa jest koncentracja: każda z tysięcy strzał wymagała stabilnego skupienia, powtarzalnej techniki i spokoju wewnętrznego. Dawid chce, by ten rekord inspirował zarówno młodych, jak i doświadczonych zawodników – jako dowód, że wszystko zależy od naszej woli. Jeśli jasno wyznaczymy sobie cel i konsekwentnie, krok po kroku, dążymy do jego realizacji, dopóki sami nie odpuścimy, nic nie jest w stanie nas zatrzymać.
Mimo spektakularnego sukcesu Dawid Malicki nie planuje od razu kolejnych rekordów Guinnessa. W najbliższych latach chce skupić się przede wszystkim na łucznictwie sportowym i przygotowaniach do startów na najwyższym poziomie, wyznaczając sobie horyzont do 2028 roku. Co będzie później – sam mówi, że „czas pokaże”, zostawiając sobie przestrzeń na kolejne wyzwania, które być może znów połączą precyzję sportowca z marzeniem o przekraczaniu własnych granic.
Jego historia pokazuje, że jedna dobrze wycelowana strzała może zmienić więcej, niż się wydaje – zwłaszcza gdy za nią stoją tysiące poprzednich, oddanych z pełnym skupieniem, pokorą i wiarą w to, że niemożliwe naprawdę można trafić w dziesiątkę.


















